niedziela, 25 marca 2018

Buldering. Sztuka małych form według Pawła Haciskiego




Cześć. Na wstępie dzięki, że chciało Ci się zamienić tych parę zdań na temat boulderingu, obszerny wywiad z Tobą czytałem w Górach, więc zajmę się tylko kwestiami związanymi z tą wąską częścią wspinania jaką się ostatnio pasjonuje .

G.: Interesują mnie początki tegoż procederu w Polsce, jak to było wtedy, gdzie najdalej sięgasz pamięcią. Jak w ogóle zacząłeś się wspinać? I kiedy to było ?

B.: Wydawało mi się że zacząłem 1987, ale chyba to było wcześniej, tak przynajmniej niektórzy kumple wnoszą z fotografii :)
Na pewno żeby zacząć się wspinać zapisałem się do klubu - Klub Wysokogórski Warszawa (KWW) i wziąłem udział w kursie wspinaczkowym. Praktycznie nie było dla mnie alternatywy, bo nie znałem żadnych wspinaczy, nie wiedziałem też gdzie można się wspinać (po za tatrami) itd. Czasy przed internetowe rządziły się trochę innymi regułami ;)
Tak więc pierwszy raz wspinałem się na betonowych bunkrach pod Warszawą, potem w Rzędkowicach i na koniec w Tatrach. Od początku czułem, że bunkry i skały są dla mnie dużo bardziej atrakcyjne niż tatry, i to z wielu powodów. Głównie chodzi o to, że trochę inaczej patrzę na świat, a raczej inaczej kodują mi się w mózgu doświadczenia zmysłowe. To co widzę nie koduje mi się tak mocno jak to co co czuję. Działa to mniej więcej tak, że jak pojechałem w Sokoliki po 30 latach nieobecności w tym rejonie nie byłem wstanie nic poznać, kompletnie, ani z wyglądu ani z nazwy. Aż do do momentu kiedy wstawiłem się do drogi, która mi się spodobała (wzrokowo, teraz) i zaskok! Przecież to robiłem, ciało moje pamiętało.Nazwałem to kiedyś "estetyką ruchu". Napisał zresztą Szalony podobnie o Skurwysynie w Krakowie, że ze strasznego śmietnika startują bardzo ładne przechwyty. Jeśli w taki sposób patrzy się na wspinanie, to dosyć naturalną drogą rozwoju jest skupienie się ruchu, na przechwycie, taki taniec w skale. doznania wzrokowe są drugorzędne. Tak "patrząc" a raczej doświadczając świata zostanie bulderowcem było jedyną drogą, dla mnie, rozwoju wspinaczkowego. Mam nadzieję, że rozumiesz mnie. Mam też ograniczenia fizyczne związane z bardzo małą pojemnością tlenową płuc, co powoduje, że nie jestem w stanie (fizjologicznie) pokonywać dróg ciągowych, gdzie organizm musi pracować na przemianach tlenowych. Skazany jestem na rozwój siły maksymalnej, bo nie mogę wyćwiczyć wytrzymałości. Tak więc bulderowcem zostałem zarówno przez uwarunkowania psychologiczne jak i fizjologiczne. nie żałuję :)

G.:Czy boulderowanie było istotną częścią wspinania od początku?

B.:Było i o tym napisałem powyżej

G.:Boulderowałeś sam czy z jakąś ekipą ?

B.:Z ekipą. Nazwaliśmy się Warszawską Szkołą Bulderingu. Wojas, Milczarek, Fabijanowski, Kwaśniewski, Włodarczyk i potem bardzo wielu innych. Tylko, że ja trenowałem (wspinałem się) często dwa razy dziennie, więc przeważnie sam. Z czasem nauczyłem się trenować samotnie. Choć wolę w grupie, dużo łatwiej jest rozwiązywać problemy, ponieważ każdy dokłada jakiś pomysł na przechwyt, jest też z kim pogadać jak odpoczywasz. Dużo można też nauczyć się od innych, nawet jeśli są na niższym poziomie. Robiłem z nimi po prostu łatwiejsze buldery, na których uczyli mnie swoich, dla mnie nie oczywistych patentów. Niestety ekipy się rozpadły, ludzie odeszli od wspinania, nawet przez jakiś czas jeździłem po Polsce (mieszkałem z Łodzi, Katowicach), żeby nie trenować zupełnie samotnie, ale jakoś nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Tak więc ekipa jest ważna, ale najlepsze wspomnienia mam z "aktu" wspinania, a nie z "poklepywania po plecach" ;)

G.:Kto był inspiracją wspinaczkową/boulderową dla Ciebie?

B.:Było kilku wspinaczy, jak pisałem wcześniej nie musieli mi imponować tym, że robili trudniejsze rzeczy, a tym że robili w sposób nie ewidentny dla mnie. Z bardziej znanych to Fijał, Wojas, sporo nauczył mnie Fabek. Z ludzi, o których czytałem największe wrażenie zrobił na mnie Bachar, wydaje mi się, że patrzył na ruch podobnie jak ja i w podobny sposób czerpał radość z ruchu.

G.:Miałeś jakiegoś kraszpada ?Czy wtedy tylko wycieraczka i tyle?

B.:Nie było żadnych materacy amortyzujących zeskok.
warto przede wszystkim pamiętać że wspinanie było mniej trikowe - to znaczy nogi na dole ;) i mniej dynamiczne, stąd zeskoki były bardziej bezpieczne, ruch był bardziej kontrowany.
Inna sprawa, że w dachu było niewiele bulderów. Mieliśmy też mniejszą świadomość możliwości urazu, jedyny o jakim słyszeliśmy to złamana pięta Szalonego na Klagemaurze, ale to był mega pech, więc były tylko wycieraczki. Nawet niektóre trudniejsze buldery w dachu robiłem będąc zupełnie sam na bunkrach (w Janówku), podobnie zresztą Fabek też - trenowaliśmy w różnych godzinach, często Pamiętam też używaliśmy karimaty, żeby wiadomo było gdzie jest w miarę równo - nie ma kamieni na których można by rozwalić sobie stopę. Jak dobrze pamiętam problem pojawił się przy startach z siadu (ale to już nie prehistoria :) w sporym przewieszeniu - wylatywałem czasem na dwa metry (no może metr) od skały i waliłem plecami i potylicą. Ale starty z siadu i pady to już czasy obecne.

G.:Trening, powiedz lubisz? W jaki sposób trenowałeś, jakiś specjalny program, czy też freestyle?

B.:Niezupełnie. To trochę jak w historii mojego kolegi, który miał lekcję gry u samego Paco (de Luci`i) - powiedział mu "więcej graj" - tj mniej ćwicz jakieś pasaże, akordy, a więcej graj całe utwory. Podobnie było kiedyś. Owszem był trening, był już przecież Bachar i jego artykuły. sam zrobiłem belkę i wieloma różnymi chwytami, wymyśliłem też coś, co teraz nazywane jest campusem, tylko, że u mnie było to w pionie i miało pół metra wysokości - służyło tylko do wzmacniania palców, bez mięśni odpowiedzialnych za podciąganie. Tak więc trening istniał, ale jak pojawił się Rafał Moucka i zaczął opowiadać o wielomiesięcznych cyklach i pod-cyklach i pukaliśmy się w głowę - czas pokazał, że miał rację, a nasz śmiech wynikał z niewiedzy. Najwięcej z nas o treningu wiedział Fabek, był wielkim zwolennikiem treningu, niestety nie wykorzystaliśmy jego wiedzy. zresztą jego buldery (już te z USA) były chyba najtrudniejszymi które zrobił jakikolwiek polak w latach `90. Takie przynajmniej były głosy dochodzące stamtąd. Nieliczne bo też trzymał się trochę na uboczu.
wracają do treningu, na pewno, choć trochę przypadkowo trenowałem mięśnie głębokie i jak wszyscy palce. Byłem chyba pierwszym wspinaczem z bardzo poważna kontują palców i jeździłem po całej Polsce. Zdobyłem wtedy sporo wiedzy, np. o rozciąganiu (odciąganiu powierzchni stawów), co nadal nie jest wiedzą powszechną. Czasem jak tłumaczę to nawet zawodnikom, to mówią, że nie słyszeli. No cóż w internecie jest pewnie wszystko tylko, że nie na temat.

G.:Czy są jakieś szczególne baldy, które zapamiętałeś, których pokonanie sprawiło Ci szczególną radość.

B.:Pewnie że tak. Pisałem już, że mam pamięć ruchu, to jest fakt, że niektórzy tak mają. Więc doskonale pamiętam poszczególne ruchy, całe sekwencje na wielu bulderach o przecudnej urodzie ruchów. Głównie na bunkrach, miałem tam pewnie setki wstawek, robiłem też większość chwytów. ale tez pamiętam sporo bulderów które zrobiłem w pierwszej lub drugiej próbie gdzieś w europie. Tak już mam.
Pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotę którą opowiadają moi kumple. Prowadziłem kiedyś roboty remontowe, malowaliśmy akurat rezydencję ambasadora - robota prestiżowa i terminowa. Na robocie zabrakło farby i miałem rano przywieść. Otóż podobno pojawiłem się na robocie bez farby i powiedziałem "nie mam farby, chłopaki ale żebyście wiedzieli jaki bulder dziś rano zrobiłem...". Ja tego nie pamiętam, pamiętam za to bulder - na dużych bunkrach krawędziom dachu i jak teraz zamykam oczy to mogę odtworzyć wszystkie ruchy. Rozmowy nie. Choć pewnie tak było.

 G.:Jakie rejony i konkretne bouldery poleciłbyś w Polsce?

Janówek, janówek i janówek ;) ale serio jest wiele. w wapieniu lubię Kuropatwę - klamki maja ostre krawędzie i przez to jest większa kontrola od trzymania otwartej klamki w "mydle". Fajne są też kamienie koło zamku w Olsztynie, super szczególnie dla dzieci. Wiele fajnych kamieni jest Sudetach, wiele miejsc pokazanych mi było przez miejscowych wspinaczy i nie mam pojęcia gdzie to było. Oczywiście Podkarpacie, kilka zapadło mi w pamięci, bardzo podobała mi się Nowa Muchówka. naturalnie najlepszym miejscem w Europie jest hejszowina, ale to miejsce zamknięte. ech, cały świat by tu przyjeżdżał.

G.:Boulderowałeś gdzieś na świecie?

B.:Sporo, głównie Niemiecka Jura, ale też Francja, Włochy, Hiszpania, Norwegia. Najbardziej wspinaczkowo podobało mi się w alpejskiej dolinie "elfrua" - za cholerę nie wiem jak się to pisze. Lodowiec na górze i wzdłuż całej doliny rozrzucone kamienie, które zmieniały swoją fakturę. Od "szklanych" - kwarcowych krawądek u góry po piaskowcowe oblaki na dole. wszystko w jednym miejscu.

G.:Cyfra - jakie ma dla Ciebie znaczenie?

B.:Jak ktoś powie że nie ma znaczenia to pewnie będzie "nienormalny";) ale, obecnie żyjemy w czasach kiedy wszystko musi mieć jakąś cenę, wycenę, ocenę bo inaczej nie będziemy wiedzieli co o tym myśleć i czy ma to jakąś wartość. Oczywiście, że wycena miała znaczenie, szczególnie kiedy zaczęliśmy zbliżać się do światowej czołówki i chcieliśmy wiedzieć ile nam brakuje. Wycena była ważna, ale w czasie kiedy robiłem moje topowe buldery, już samotnie, nie wyceniałem ich. Tak jak tej anegdocie, były "takie", "zajebiste", "kosmiczne" ale nie wyceniałem ich. myślę, że jak doszedłem już do mojego maksa i szczególnie, że nie było nikogo, kto by je powtarzał to wycena przez ten krótki czas nie miała znaczenia.
Jak po latach zacząłem znowu trochę trenować to pamiętam, że znowu wycena była ważna "zrobiłem już 7b, 7c ..." itd myślę, że to jedna z metod (porównywanie się) samokontroli i zwiększania motywacji. przynajmniej może być.

G.:Masz jakiś ulubiony rodzaj diety, która pomaga zachować dobrą formę?

B.:No nie. tu szczerze - jestem kompletnie zielony. miałem kiedyś (jak się później okazało) zeszyt treningowy, znalazłem go po latach przy okazji przeprowadzki i czytałem to z takim zaskoczeniem jakbym to widział pierwszy raz. No pamięć mam trochę zrytą, ale były tam zapiski dotyczące też jedzenia - przeliczałem kalorie. Oczywiście teraz wiadomo, że to głupota, wtedy jednak był to jedyny, znany mi, wyznacznik dla diety. Co prawda kumple mówili o białym serze, ale ja nie miałem nigdy jakiejś diety.
Inna rzecz, wracając po latach do treningu brałem multiwitaminy i aminokwasy. na szczęście nie wrąbałem się w sterydy ani nic podobnego. Na szczęście, bo teraz wiadomo że we wspinaniu i gimnastyce sportowej to nie bardzo działa.

G.:FA - lubisz być eksploratorem? Może są jakieś baldy Twojego autorstwa?

B.:Zawsze byłem przede wszystkim eksploratorem. powtórzeń mam jak na lekarstwo, trochę na zachodzie, kilka bulderów w Polsce. Myślę że w moim przypadku to szerszy problem - niechęci do porównywania się, a za tym powtarzania. Faktem jest, że wszystko co robiłem to były nowe buldery. Robiłem np. dużo bulderów w rejonie Trzebniowa i Ostrężnika na długo zanim zacząłem robić tam drogi. Niestety większość nigdy nie została opisana, a teraz są tak zarośnięte, a pewnie większości bym już nawet nie znalazł. Kilka opisanych zostało w Rzędkowicach (w okolicy boiska - Okiennik Rzędkowicki) i sporo linii na bunkrach. Co ciekawe też zostały zupełnie (niektóre) zapomniane i po latach otrzymały nowe przejścia. Rozmawiałem z młodymi kilka lat temu o bulderach startujących w dachu, będących przedłużeniem znanego bardzo bulderu. Nie mogli uwierzyć, że było to robione kiedyś pomimo, że przecież klamki w betonie same się nie zrobiły. Tak więc nie da się odtworzyć tego co robiliśmy kiedyś. podobnie zresztą było z wieloma kamieniami w skałach - np. z kamieniem pod wysoką i sadkiem, które zostały odkryte niejako na nowo, choć muszę szczerze przyznać że nikt wcześniej nie robił tam bulderów z siadu.

G.:Kto i dlaczego nadał Ci ksywę Boulder?

B.:Bo jak już na samym początku mojej przygody ze spinaniem robiłem przede wszystkim buldery i głównie nowe buldery. ciągnąłem potem kogoś (np Wojasa, Milczarka) i mówiłem "zobacz jaki bulder zrobiłem". i tak zostało ;)

G.:Wydajesz przewodniki po jurze, nie myślałeś nigdy o przewodniku boulderowym? Mamy kilka ciekawych kamyków na jurze, nie mówiąc już o piachach.Co myślisz na ten temat?

B.:Bardzo bym chciał, bardzo. Tylko, że problemem są pieniądze. Nie tylko muszę mieć pieniądze na siedzenie w skałach i opisanie, narysowanie, zrobienie zdjęć, ale też na wydanie przewodnika. Niestety firmy nie chcą inwestować (dawać reklam) w buldering, więc musiałbym też zainwestować w druk. to wszystko razem przekracza moje możliwości. szkoda, bo chyba w jednym tomie dałoby się opisać najciekawsze buldery z całej polski. szkoda, czasem o tym myślę, ale tak bardziej życzeniowo ...

G.:Czy wspinasz się nadal? Jakieś plany wspinaczkowe? Znam wiele osób, które przestały, bouldering, czy też wspin z liną to frustrujący sport ….Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

B.:Frustrujący? To znaczy, że jak teraz nie robię jakiejś cyfry to jest to frustrujące? Może, nie wiem, ale dla mnie przejścia bulderowe były wielkim doznaniem duchowym - wewnętrznym. zadowolenie płynęło z tego co czułem w trakcie wspinania, a nie z tego jak zostałem oceniony przez innych. Byłem kiedyś (no nie tak dawno, kilka lat chyba) na takim sejmiku bulderowym przy okazji Pucharu Europy w bulderingu dla seniorów młodszych (chyba - nie pamiętam jak nazwana była ta grupa wiekowa). Robili tam buldery dla mnie o trudnościach kosmicznych, nie miałem startu nawet. Tym niemniej bawiłem się świetnie robiąc dużo łatwiejsze buldery moja radość płynęła z odczuć z mojego ciała. Czułem lekkość, radość. wydaje mi się że chyba mam trochę inne podejście do bulderingu, mam nadzieję, że daje się to odczytać w tym tekście. podkreślę jednak na koniec - nie chcę krytykować innych, że moje podejście jest lepsze (?...:) nie piszę o upadku obyczajów, ani o tym, że kiedyś to było fajniej. Ja mam po prostu inaczej. Wspinanie jest dla mnie fajne i nie mam zamiaru z niego rezygnować. Niestety akurat teraz jest tak, że nie trenuję, ale jest to spowodowane zupełnie innymi sprawami i czekam już niecierpliwie na początek nowego cyklu treningowego - tak teraz już miewam cykle ;)

G.:Może jeszcze przychodzi Ci coś do głowy, co warto by napisać na temat około boulderowy?

B.:Pewnie nawet parę rzeczy bym dopisał, ale to już może przy innej okazji.

G.:Dzięki serdeczne raz jeszcze i może się zgadamy na baldy gdzieś na Jurze, no i na kolejną rozmowę!
(fotografie z początków wspinania autorstwa Buldera)
PS. Jeśli chcesz udostępnić ten wpis to najpierw zapytaj o zgodę!


sobota, 24 lutego 2018

Zlag!

   Zlag!

   Dziś króciutki wpis na temat treningu na chwytotablicy, jednakże konkretnej, zlagboard.
    Swoja pierwszą chwytotablice kupiłem dość dawno już, zaraz po tym jak zacząłem ostro ładować.
Grubas z tripointa, bodajże najfajniejsze żywiczna tablica jakiej dotykalem,drobna faktura wypełniacza nie niszczy skóry podobnie jak drewniane odpowiedniki.
Ile treningów na niej zrobiłem....może z pięć w ciągu kilku lat! Dlaczego?Ano trening taki jest tak mało ciekawy dla mnie, że wolałem pojechać na ścianę i robić coś innego, a przecież izometryczne zwisy są całkiem dobra formą wzmacniania palców jak i górno/tylnej połowy ciała, no i można sporo czasu zaoszczędzić.
  Całkiem niedawno podjąłem próbę z drewnianym solidnym narzędziem do zwisania od Amuerte.
  Cierpliwości starczyło na podobną ilość treningów, czegoś mi w tym brakowało pomimo perfekcyjnego wykonania przyrządu.
  Temat zmarł na jakiś czas i powrócił nie tak dawno, z racji tacierzyństwa i chęci zrobienia szybszego treningu , choćby z powodu braku dojazdu na ścianę.
  Postanowiłem zrobić kampusa w piwnicy no i zamontować chwytotablicę, ale taką które mnie zmobilizuje i pobudzi.
  Dla kogoś kogo fascynują nowoczesne technologie, aplikacja do monitorowania treningu była rzeczą którą absolutnie chciałem mieć. Wyboru więc dużego nie było: zlag lub beastmaker.
Szalę przeważyło w pełni automatyczne działanie zlaga,  możliwość porównania z innymi wspinaczami a nawet uczestnictwo w zlagboardcontest-zawodach w zwisaniu na czas.
Na początku musimy sprawdzić nasz poziom, mój jak się okazało jest ledwo basic.
 

    Następnie wybrać można jeden z kilku zestawów treningowych, lub stworzyć własny wedle potrzeb, mi wystarczył jak na razie podstawowy program, jest całkiem ciekawy.
   Właściwie wszystkie plany są odmienne od ogólnie rozpowszechnionych treningów na chwytotablice gdzie z reguły wisimy 7s i 3s restu. Tu jest inaczej, co sami możecie sprawdzić, 95% programów jest bezpłatna więc nie ma strachu.
 
Wykonanie tablicy jest perfekcyjne, drewno jest przyjemne dla skóry, prawdopodobnie jest to lipa, dziurki, krawadki i oblaki są dobrze wyprofilowane a mechanizm uruchamiania timera działa bezbłędnie i ułatwia przeprowadzenie treningu.Teraz nie sposób wisieć i odpoczywać inaczej niż zaplanowaliśmy a każde podciągnięcie musi byc wykonane idealnie(inaczej nie jest zaliczone) co wcześniej nie było dla mnie takie oczywiste.
Przejdźmy do nieco kontrowersyjnej sprawy zwiazanej ze zlagiem, ceny.
Wiele osób puknie się w głowę, tyle siana za kawałek deski! Czy warto?
Według mnie, jeśli masz w planie zakupić chwyto to zdecydowanie warto.
Jedyne co nie warto to kupować w Polsce, gdzie nie wiedzieć czemu cena zakupu jest absurdalna, abstrahując od dostępności i naszych zarobków! W europejskich sklepach gdzie często oferuje się dobre rabaty cena staje się nagle całkiem normalną.Praca na tym sprzęcie jest ciekawa, a dokładny pomiar wyników bardzo motywujący.
Ja polecam, jednakże warto wiedzieć że nawet najlepszy i nowoczesny sprzęt nie sprawi, że od razu będziemy mieli turbo progres, podobny trening da się zrobić nawet na futrynie, jednk poziom przyjemności w trakcie treningu jest całkiem inny ! 



piątek, 5 stycznia 2018

Amuerte 10boj

     
                                      
 Boulderownia Tendon Blok w dzisiejszy wieczór kolejny raz już gościła czeskich zawodników chcących sprawdzić siłę palców tudzież przybloku a zapewne i całego ciała przy okazji.
       Na tą intencje opracowano specjalną formułe sprawdzianów dla uczestników, w skrócie można ją opisać: kampus, kampus i jeszcze raz kampus, wspomagany czasem innym narzędziem tortur!
       Pomysłodawcą i realizatorem zmagań jest Venca z firmy Amuerte, producent drewnianego sprzętu do treningu wspinaczkowego.
       Miałem okazję być tylko na eliminacjach, ale ta godzinka wystarczyła by zobaczyć jaką mocą dysponują sąsiedzi zza południowej granicy. Konkurencje eliminacyjne to drabina na kampusie 1-3-5-7 (listewki 1,5cm), strzały 1 do 4 na ilość(listwy 3cm) i wiszenie na kuli zwanej fatmanem (średnicy 40cm) na czas.
       Dodatkową atrakcją była obecność Adama Ondry, który po zawodach miał opowiedzieć o treningu, przygotowaniach i samym akcie pokonania najtrudniejszej drogi świata.
       Adam wystąpił również w roli prowadzącego imprezę.
       Jak to u Czechów, piwo lało się strumieniami, publiczność dopisała, co u nas na ten przykład nie jest takie oczywiste, mi osobiście zabrakło jedynie kogoś mocnego z naszego kraju, nie wiedzieć czemu zresztą !
      Następna edycja już niedługo, na zachętę kilka fotek dodaje.

      Pozdrowienia.
       G.
Ps. Dodaje wyniki eliminacji i finałów:























poniedziałek, 2 października 2017

Fat Man boulder contest -zawody boulderowe !

         


         W minioną sobotę na cieszyńskiej Strefie Wolności odbyły się pierwsze w tym sezonie panelowym zawody boulderowe.
            Tradycyjnie już na eliminacje  przygotowaliśmy dwadzieścia boulderów o zróżnicowanej trudności, tak żeby każdy miał szanse się powspinać i dać sobie niezły wycisk !
Za nakręcenie boulderow odpowiadała ekipa z T-Walla :Adrian Chmiała i Marcin Wszołek a i piszący te słowa, drobny udział w tym procederze miał .
 Żeby wyróżnić się na tle klasycznych starć boulderowych, finał zaplanowałem w nieco innym charakterze niż normalnie a mianowicie zawodnicy mieli za zadanie wisieć na wielkiej drewnianej kuli na czas .
Owa kula zrobiona przez Vence Kučirka z Amuerte.cz nosi nazwę Fat Man, zapewne uczestnicy zauważyli, że nie był to jedyny Fat Man na tej imprezie ;)
 Mam nadzieje, że taka forma finału się spodobała.
            Uczestnicy mieli możliwość testować również nowe sety chwytów od XCult z serii competition, które dał nam sklep wspinaczkowy Redpoint-nasz główny sponsor.
O odpowiednią porcje energii u zawodników zadbała Kopalnia Mocy serwując przed startem Crosspack wspomagający trening !
            Z pośród dwudziestu dziewięciu zawodników i zawodniczek rywalizujących tego wieczoru  ze wszystkimi boulderami najszybciej rozprawił się Łukasz Kudła chwile później dołączyli Grzegorz Rawinis i Karol Porwoł, po nieco dłuższej walce i już bez kompletu topów dołączyli do grona finalistów Konrad Akowacz, Michał Szklarski i Jacek Jastrzębski .Trzech punkcików zabrakło do finału Andrzejowi Kęsce !
        Ostatecznie to Jacek wykazał się największą skutecznością w starciu z Fat Manem,Drugi był Grzesiek, trzeci Karol, walka była !
Najmocniejszą przedstawicielką płci pięknej była Eugenia Lewruszkina.
           Atrakcją jak mniemam dla wszystkich uczestników było losowanie kraszpada Fat Man (juz drugi grubas tego wieczoru) od Peterbouldering każdy uczestnik miał szanse, szczęście uśmiechnęło się do Michała Szklarskiego-zawodnika z Krakowa.
          Jak ćwierkają ptaszki podobno niektórzy uczestnicy maja zakwasy po dziś, co traktuję jako swoisty sukces !
         W organizacji zawodów wsparli nas :
 Redpoint climb&boulder shop -importer kraszpadów Peterbouldering
  Amuerte.cz - producent doskonałego drewnianego sprzetu treningowego dla wspinaczy i genialnego balsamu na regenerację opuszków skatowanych treningiem, wspinaniem i boulderowaniem.
  Kopalnia Mocy sklep z suplementami i doradztwo treningowe.
  Grimpi dostarczyło wspinaczkowe koszulki dla finalistów.
 I jeszcze jeden producent koszulek, wspomógł nas bezinteresownie i prosił o anonimowość, wiec nazwy nie podaję .
Z mojej strony jeszcze podziękowania dla załogi Strefy Wolności, bez nich organizacja zawodów nie powiodła by się !
     Dziękuję w imieniu swoim i Strefy -Wam przybyłym i mamy nadzieje, że podobało się na tyle by powtórnie odwiedzić Cieszyn przy kolejnej edycji !
     Niech moc będzie z Wami !
                                                                                                                     
Wyniki eliminacji:
1. Łukasz Kudła 60
2.Karol Porwoł 60
3.Grzegorz Rawinis 60
4.Konrad Akowacz 56
5.Jacek Jastrzębski 55
6.Michał Szklarski 55
7.Andrzej Kęska 52
8.Bartłomiej Chmura 50
9.Łukasz Lipok 46
10.Karol Jastrzębski 45
11.Paweł Curzytek 43
12.Eugenia Lawruszkina 41
13.Przemek Bilas 38
14.Kamil Kowalewski 38
15.Wiesław Herman 36
16.Tomasz Przewoźnik 30
17.Miłosz Berek 29
18.Łukasz Rachwalski 28
19.Przemysław Mider 24
20.Jonasz Rodzyński 21
21. Paweł Wolny 21
22.Grzegorz Kantor 19
23.Jakub Czerwiec 18
24.Tomasz Niedziółka 18
25.Marcin Solinski 16
26.Agata Buczko 12
27.Zuzanna Wadowska 6

Finał :

1. Jacek Jastrzębski  1.04
2.Grzegorz Rawinis    1.03
3.Karol Porwoł    1.00
4.Łukasz Kudła 59.33
5.Michał Szklarski   51.00
6.Konrad Akowacz   49.00

Dzięki jeszcze raz za sportowe emocje 😊

                                                                                                                                        Grzegorz















































Buldering. Sztuka małych form według Pawła Haciskiego

Cześć. Na wstępie dzięki, że chciało Ci się zamienić tych parę zdań na temat boulderingu, obszerny wywiad z Tobą czytałem w G...